To nam się plan posypał. W USA prawie nie zdążyliśmy na samolot za to w Wietnamie zabrakło tego "prawie". No wina oczywiście leży po dwóch stronach. Moja wina taka że pomyliłam dni, a Witka taka że mi uwierzył i nie sprawdził :/ No i zafundowaliśmy sobie weekend w Hanoi. W ostatniej chwili udało nam się przebookować bilety na niedzielę. Jak dzwoniliśmy pierwszy raz, w samolocie były 3 miejsca, po 15 minutach już 2. Dziękujemy tutaj Jarkowi i Domi, za to że we właściwym momencie mieli odpowiedni limit na karcie kredytowej! I jeszcze w to wszytko wplątały się żeberka w sosie kawowym. Wariactwo. Myślałam, że rozniosę wszystkich na lotnisku. Przecież to też ich wina, że samolot wystartował 24 godziny wcześniej. W takich momentach wychodzi największa życiowa prawda - jak jest dobrze to jest dobrze, a jak jest źle to ... we dwoje zawsze łatwiej. Jejku, co ja zrobiłabym tutaj sama poza tym, że nakrzyczałam na kilku ludzi na lotnisku, wyzwałam taksówkarza, za to że chciał mnie oszukać na 5$ w drodze powrotnej do Hanoi i odwodniłam trochę organizm. No i jeszcze świeciłam Witkowi komórką w taksówce jak musiał odczytać pani w Locie nasze numery rezerwacji.
No i znowu jesteśmy w Hanoi. Mam nadzieję, że to już ostatni raz.
Podsumowując nasz wyjazd (te dwa dni ekstra raczej pominę) to ... może jutro :-I (taki uśmiech przez zaciśnięte zęby)
Nagła zmiana planów
3/26/2011
Wakacyjny blog, relacja z wyprawy i nie tylko ...
Made by Ania i Witek. Obsługiwane przez usługę Blogger.
O Nas
Gawłowscy
Rodzina w podróży
Zaczęliśmy od odpisywania naszej podróży ślubnej do Stanów. Nie mogliśmy ze sobą wszystkich zabrać, więc chcieliśmy, aby choć tak nasza rodzina i przyjaciele byli z nami. Opisaliśmy jeszcze Wietnam, bo wydawał się tak odległy i inny, że czuliśmy, że trzeba to uwiecznić. Potem trochę się nie chciało. A teraz łapiemy wspólne chwile z naszymi córkami …